Co się okazuje

Maciej Stroiński

Że nie istnieje coś takiego jak niedobry aktor. Są tylko aktorzy niedobrze użyci. Te dwie dziewczyny dojechane przez krytykę przy okazji „Alby” w Starym nie są, na własne szczęście, tylko „aktorkami Alejandra”. Coś je w życiu jeszcze czeka. W „Albie” wypadły gorzej niż okropnie, widziałem dwa razy, tutaj nawet, nawet. Nie wyciągałbym średniej, bo kto byłby średnią z P. Miśkiewicza i A. Radawskiego? P. Passini?

Plakat niegłupio podaje, że Paweł Miśkiewicz jest wyłącznie od „opieki” i „inscenizacji”. Bo ten spektakl dyplomowy jest w reżyserii jeśli czyjejkolwiek, to Krystiana Lupy. Trochę „Pływalnia”, trochę „Poczekalnia”. Siedzą i pierdolą, i SĄ AKTORAMI. Dużo siedziawki, „kondycji aktora”, bycia postacią i niepostacią, minimum akcji. Jest dokładnie tak, jak doradza Największy Żyjący: „nie uciekają od bełkotu”, „nie boją się kompromitacji”. Scena o pomidorowej jak w „Rodzeństwie” ta o pączkach. Miśkiewicz na widowni, ale dyryguje inaczej niż Lupa, bo siedzi z przodu: nie rżeniem i pójściem sobie, tylko miną i fejspalmem. Albo uśmiecha się aprobatywnie, albo dezaprobatywnie kładzie dłoń na oczach. Niektóre passusy nie tyle w reżyserii, co w wykonaniu Krzysztofa Warlikowskiego, który ponoć kieruje aktorami za pomocą jednego zdania: „No wiesz”.

Praktyczna uwaga dla młodych aktorów: krecha przed spektaklem na uspokojenie to jest średni pomysł. W światłach sceny szklane, sztywne, szare, szerokie spojrzenie najzwyczajniej WIDAĆ.

Najlepszy wykon dał nam Michał Pawlik. Nie pajacował i był bez maniery. Moim zdaniem duży talent i duży magnetyzm, ale może niedobrze, że ja to mówię, mam z tej szkoły teatralnej oficjalny dyplom na nieznanie się. Dużą częścią roboty na scenie, zwłaszcza w tym spektaklu, jest siedzieć i słuchać, siedzieć, nie gadając, co jest wspaniałym treningiem — i to Michał Pawlik też zrobił najlepiej i najorganiczniej.

Częścią nieistniejącą tego przedstawienia jest jego scenariusz. Dwie godziny pierdolenia kotka za pomocą młotka, jak na tytułowej konfie naukowej, że jeden mądrzejszy od drugiego, tylko słuchać nie ma komu. Coś mi śmierdziały te „ekologiczne brednie” (Paweł Demirski, „Triumf woli”) i sobie spojrzałem, kto aż tak bardzo nie potrafi pisać. Wszystko się zgadza. Ale że tym kimś jest jednak kobieta, to się nie odzywam, nie chcę przecież się okazać wyznawcą kultury gwałtu!

Nie wiem, który NORMALNY teatr zatrudni ich po tych artystowskich dwóch godzinach nudy, ale wiecie, do Seba Majewskiego zawsze warto podbić.

Kongres (nie do końca) futurologiczny — spektakl dyplomowy pod opieką Pawła Miśkiewicza, AST w Krakowie