Skisłem

Maciej Stroiński

Ustaw pralkę na tysiąc obrotów, na godzinę wirowania i patrz się na to. Albo zobacz „Wesele” w reżyserii Staniewskiego, będzie to samo. Karuzela na full speedzie, wszystkie dzieci już rzygają, ale się zacięło! Gardzienice zacięły się mniej więcej w pierwszej połowie lat 80. i są rozwiązaniem dowolnego zadania z fizyki na siłę bezwładu. Dawno już słyszałem, że ich produkcja to tetryckie grafo, ale człowiek nie uwierzy, póki nie zobaczy. Na scenie grafo, na widowni tetra, razem daje — sukces. Bo każda kupa znajdzie swoją muchę. Powiedziałbym, że kogoś tu pogięło, ale sami tak mówią: „Obłęd jakiś… Tak, to obłęd. Jest to utwór o obłędzie, choć lepiej powiedzieć — o obłędności (ileż znaczeń w tym słowie!). «Wesele» postawione na obłędzie!” Fragment „Noty reżyserskiej”, którą polecam w całości dla podniesienia samooceny. Gorzej na pewno nie piszesz.

Krzyczą i drgają w zaparte. Wykonawcy amatorzy wiedzą, że ma być szybko i głośno, ale nie wiedzą, że dlatego nic nie słychać. Zazwyczaj by dosłyszeć, powiesz komuś „głośniej”, lecz w tym wypadku głośniej już się nie da, GŁOŚNO, A NIE SŁYCHAĆ. Z gardeł dobywa się głównie odgłos wciągania powietrza. Podobno grają Wyspiańskiego, ale ciężko to stwierdzić na własne uszy. Kalectwo warsztatowe aktorów spektakl łata subtitlesami. W sumie genialne, po co dykcja, emisja, ustawienie głosu, kiedy są ekrany.

Amatorszczyzna to jedno, ale amatorskie może być urocze, słodkie. Tu są amatorzy zapanierowani w pozie, w pretensji, w folku synchronicznym. Podani na schodach, rozstawieni symetrycznie. Najczystsza ruda scenicznego raka, czyste złoże. Popadają w psychodancing i rozdarcie japy, które myśli, że jest transem, a nie sobą, czyli Huntingtonem i Tourette’em w jednym.

Ekipie z Gardzienic szczerze radzę nie oglądać „Wesela” teatru, do którego przyjechali. Powiesicie się ze wstydu — ze wstydu za siebie. Gospodarzom natomiast, aktorom Starego, radzę nie oglądać „Wesela” Gardzienic, żeby Wam nie było głupio za swojego dyrektora, że zaprosił takie dzieło.

Piszę o nim nie w „Przekroju”, bo to zbyt branżowe popierdywanie, zbyt branżowa żena, żeby o niej mówić ludziom. Gardzienickie „Wesele” podpada pod te brudy, które są do prania w domu. Jeszcze by sobie cywile pomyśleli, że tak wygląda teatr.

Wesele: Wyspiański, Malczewski, Konieczny — tekst Stanisław Wyspiański, reż. Włodzimierz Staniewski, OPT Gardzienice