Nawet mi się nie chce wymyślać tytułu

Maciej Stroiński

„Dobry spektakl”, „dobry spektakl” — słyszę od znajomych, i to od znajomych, którzy tak nie mówią o każdym przygodnie zobaczonym gównie. Coś w życiu widzieli, mają jakieś porównanie. Tych znajomych posądzam o podstawy gustu. A że byłem w okolicy…

Nie wiem, o co im chodziło z tym „dobrym spektaklem”. Chyba że celowo zrobili mnie w chuja.

U autorki tekstu, Jolanty Janiczak, obserwuję postęp. Jej język polski to już mocne B2. Co należy docenić, bo tylko to można: artystycznie po staremu. Twórczość Janiczak to przewlekła grafomania, ale mąż reżyser i on to wystawia. Miłość jest ślepa, ale również głucha.

Rubin z żoną robią jak większość tego towarzystwa: AWANGARDĘ. Czyli coś, co od Warhola w sumie nie istnieje, ale święty Mikołaj też napędza rynek, nawet jeśli nie ma świętego Mikołaja. Robić awangardę dzisiaj to jakby instalować Windowsa z dyskietki, co zresztą niedługo wróci, bo jest moda na najntisy.

Chodzi o robienie gestów, o artystowski popis pour épater le bourgeois. Na przykład aktor z tabliczką na piersi jak w „Awanturze o Basię” i z fifajcem na wierzchu TEMATYZUJE KONDYCJĘ AKTORA. To jest ten teatrologiczny hardkor. Rubin może nie jest dobrym reżyserem, ale może sobie powiedzieć rano przy goleniu, że „jestem hardkorem”.

Nikt już tego nie pamięta, ale była kiedyś przeglądarka o nazwie Amaya, kiedy Chrome jeszcze nie istniał. Umiała wyświetlić, czego inne przeglądarki jeszcze nie umiały. W3 wymyślało nowe rozwiązania i miało Amayę, żeby nie być gołosłownym, żeby nam pokazać, jak to wygląda w praktyce. Janiczak jest Amayą dla teatrologii, hostessą dyskursu. Dzięki niej naukowczynie mają swą ekspozyturę w tym, czym niby się zajmują, to znaczy w teatrze.

Teksty Janiczak są tanim snobizmem, a spektakle Rubina — tanim kabotyństwem. Tyle.

Rasputin — tekst Jolanta Janiczak, reżyseria Wiktor Rubin, Teatr im. Żeromskiego w Kielcach