Poezja krzyczana

Maciej Stroiński

Strzępka ma szacunek, że chce robić rzeczy głupie. Na przykład dawać koncerty ZRAZU obciachowe, o niskiej oglądalności. Będąc kimś w jednej dziedzinie, przechodzi do drugiej, gdzie jest jeszcze nikim. To się nazywa rozwój artystyczny i ryzyko artystyczne.

Choć już miała coś z muzyką jako jej reżyser: songi w przedstawieniach, Przegląd Piosenki Aktorskiej, a przed teatrem, jak czytałem we wywiadzie, rozkręcała iwenty jako lampucera w szmince, może to były iwenty muzyczne? Jest teraz jak postać ze swojego przedstawienia: „Załóż zespół / I pokaż że ci na czymś przynajmniej zależy w życiu / Tak jak tym wszystkim chłopcom i dziewczynom po garażach / Co nie mają przyszłości / […] I zacznij wreszcie grać a nie mówić że byś chciała / […] Trzymaj / Tu masz struny / Wiesz do czego to jest? / Żeby się wreszcie dobrze czuć / Nawet w kącie pokoju / W czasie cichej wojny / I ja się nie będę bać że mi sąsiad powie że za głośno / I że talibskie duchowieństwo mi tu zaraz przyjdzie / Ja chcę graaaaać / Zanim tu przyjdą” (Paweł Demirski, „Triumf woli”).

Iwent się rozkręcił do poziomu pogo i na bisach było grubo, z uznaniem patrzyłem na kocioł pod sceną. Jeszcze tylko crowd surfing i byłoby wszystko.

Dołączają zina ze wszystkimi lyricsami. Jeśli nie rozumiesz tekstu ze słyszenia i ci to przeszkadza, możesz se doczytać. Teksty są interwencyjne, często rymowane.

Może nie trzeba umieć śpiewać w punku? Może w punku umienie śpiewać znaczy co innego? No bo wiecie, operą to nie jest i pewnie nigdy nie miało. Się odgrażają, że wydadzą płytę, więc pójdą do studia, wtedy usłyszymy. Na razie ta muzyka ma mocne granie, mocne śpiewanie różnej słyszalności i sens ma bardziej ideowy niż artystyczny. Jest bardziej lewicowa niż dobra.

Koncert zespołu Czerwone Świnie, klub Piękny Pies w Krakowie, 16 listopada 2018