Stara bieda

Maciej Stroiński

Byłem w Starym na „Pierwiastku” i mam już pełen obraz tego sezonu, którego nie było. Pamiętacie początek „Anny Kareniny”? Że szczęśliwe rodziny są wszystkie podobne, szczęśliwe podobnym szczęściem? To samo powiemy o słabych spektaklach: ciężko odróżnić jeden od drugiego. Kto będzie dochodził, jak słabość jednego ocenimy na tle słabości drugiego? To jakaś różnica, który jest najsłabszy? Ja sam już nie wiem, czy oglądam „Dom Bernardy A.”, czy „Dom Bernardy B.”, „Audiencję 68” czy „69”, „Pierwiastek z minus jeden” czy też z „mniej niż zero”. Natomiast czy „Wesele” Klaty, czy „Wesele” Staniewskiego — tę różnicę zauważyłem oraz wyraziłem.

„Pierwiastek z minus jeden” to spektakl ostatniej szansy, jakby robiony przez zakład pracy chronionej. Krzysztof Stawowy gra siwiejącego i łysiejącego, lecz jednak amanta, Zbigniew Kosowski gra pana szatana tą swoją poczciwą buzią, a Matylda Paszczenko gra w ogóle w Starym. Cieszę się ich szczęściem, że warunki polityczne dały im szansę na scenie.

Stylistycznie stara bieda. Nie mam nic do biedy ani do starości, ale być starym i biednym naraz to już jest przegięcie. Gdy jesteś biedny na starość, to kiedy masz być bogaty? Być biednym można za młodu, to jest nawet estetyczne, nawet dobrze brzmiące.

Stara bieda jest przeciwieństwem tak zwanych starych pieniędzy, old money, czyli dobrobytu budowanego wiekami. Stara bieda jest DZIADOSTWEM, tradycją przędzenia cienko.

Mówię o biedzie w sensie estetycznym, moim zdaniem dużo gorszym niż bieda pieniędzy. Dawać radę stylistycznie można zupełnie bez środków, por. „Rich Bitch” zespołu Die Antwoord. Bycie spoko nie kosztuje, gust jest bezkosztowy. Brak gustu i pomyślunku generuje za to koszty, por. „Pierwiastek”.

Religijna parabolka o życiu faceta, którego tylko ciąża może uratować, bo jeśli nie dziecko, to go szatan przyjdzie i wtrąci do piekła.

Pierwiastek z minus jeden — tekst Marian Hemar, reżyseria Agnieszka Mandat, ST KR