Rozjazd

Maciej Stroiński

Na początku swojego blogerstwa, bycia krytykantką, oglądałem, co lokalne, i nie tęskniłem do szerszego świata. Dlatego w ogóle osiadłem w Krakowie, który choć jest miastem, jest jednak miasteczkiem, niskim i przytulnym, idealnym dla wieśniaków. Można osiąść w tej dolinie tak jak dym z komina i sobie zalegać. Od kiedy pracuję niejako w Warszawie, nabrałem poczucia, że to mnie zobowiązuje, że teraz już MUSZĘ oglądać te żeny, te „ważne spektakle”. Że w ogóle cokolwiek jest od teraz WAŻNE, a hobby się staje pracą. Oh no… Takie postawienie sprawy, takie postawienie siebie w sprawie to najprostsza ścieżka, ŚCIECHA, do wyjarania się zawodowego, nie idźmy tą ściechą. Zrywam z tym dawnym poczuciem, ze zobowiązaniem! Ja już nic nie muszę… Bo jestem widzem, nie żadnym krytykiem, mam swoje potrzeby niekompatybilne z interesem wspólnym, widzę tutaj duży rozjazd. Chcę oglądać, a nie myśleć, nie umiem dwóch rzeczy naraz. Zatem żadnych zobowiązań na rzecz większej sprawy. Większa sprawa se poradzi, dość ma dzień swej własnej biedy. Jeszcze się nie cieszcie, koledzy krytycy, nie z „Przekrojem” zrywam, nie z krytyką jako taką, tylko z sobą w starym stylu, w stylu tak zwanym misyjnym, tak zwanym przejętym. Z wiarą w teatr zrywam, z wiarą, że o coś w nim chodzi lub kiedyś będzie chodziło. Bo coś to zmieni, za przeproszeniem, że kogoś obrzygam? To się nudne robi lub dawno zrobiło i niektórzy, zauważyłem, polubili kąpiel w rzygach, nawet robią pod to spektakl, by być obrzyganym. I’m not a clown, I’m not gonna be played. Niech topowi twórcy tworzą swe topowe dzieła, ja im nie będę przeszkadzał. Co nie znaczy, że nie przyjdę — nie mogę obiecać. Porzucam tymczasem recenzenckie FOMO, potrzebę mania opinii i wiedzenia, co się dzieje. Bo wiedzieć można ZA DUŻO i przepalić swoje zwoje. Niech na przykład Rubin robi swą teatrologię, ja nie potrzebuję mieć już o tym zdania… W pewnym sensie mam je z góry, więc po co oglądać. Tyle miał okazji, żeby się rozwinąć, ale nie skorzystał i cierpliwość się skończyła. Już go jechałem, nic się nie zmieniło, bo i czemu by miało, target jego spektakli wciąż przecież istnieje i nie brońmy targetowi, żeby był targetem. Jak się ktoś nie wstydzi propsować Rubina (mówię przykładowo), zżerać sztuki półsurowej, droga wolna. Goodbye, horses.