Aaapera

Maciej Stroiński

Wiecie, czemu opera kojarzy się z nudą? Bo jest nudna. A wiecie, czemu Opera Krakowska ma słabą opinię?

Opera, oczywiście, nie jest nudna tak w ogóle, tylko w konkretnych przypadkach. „Ale takie są widać wytyczne” w Operze Krakowskiej. Było mówione, że z paździerza robić, taaak? Choćbyś całe życie chodził w dresie i w żółtym sweterku, do trumny i tak wbiją cię w garnitur. Stylistycznie Opera Krakowska dawno leży w trumnie, sama się tam położyła.

W utworze audiowizualnym „Norma” w reżyserii Adamika wykasowałbym wizual. Gdyby śpiewali po ciemku, nie byłoby widać, jak pociesznie garną się do „grania”. Wygląda to trochę jak aktor dramatyczny trochę umiejący śpiewać, ale próbujący ponad swoje możliwości. Inscenizacja jest tutaj jak przyjaźń w dramacie Czechowa: „naiwna i niepotrzebna” („Płatonow”). Lepiej by było, gdyby nic już nie robili, gdyby po prostu wyszli na scenę i zrobili „Normę” jako koncert „Norma”.

Nie rozumiałem kostiumów, póki nie usłyszałem eksplikacji na YouTubie. Mówi ich autorka: „Założenie reżysera było zrobić rzecz uniwersalną, nie naruszając konstrukcji opery. Zrobić współczesną opowieść, ale nie osadzać jej w żadnym współczesnym realnym miejscu, tylko stworzyć rzeczywistość sceniczną, co chyba zawsze jest najbardziej atrakcyjne. Pobawić się formą, łączyć współczesność z tradycją. To zawsze daje ciekawe efekty, bo się do końca eksperymentuje. Najbardziej mogłam poeksperymentować na kostiumach kapłanów — z tego względu, że każda kultura posiada jakąś religię, każda tworzy zamkniętą społeczność kapłanów, jakichś pośredników między życiem doczesnym a wiecznym. Brałam ze wszystkich religii, ze wszystkich odniesień, skojarzeń, które mi przyszły do głowy”.

Opera Krakowska jest jak edukacja wyższa: nie chodzi o to, by była ciekawa, zajmująca lub rozwijająca, lecz o to, by BYŁA. Miasto może się pochwalić, że ma teatr operowy, widz, że był w operze, a dyżurna diwa, że śpiewała Normę. I wszystko się zgadza. Opera w mieście, gdzie mieszkam, nie jest świętem artystycznym, tylko towarzyskim. Gdyby zrobić przegląd scen krakowskich, można by powiedzieć, że Variété to pióra w dupie, Opera to kijek w dupie, Słowak — muchy w nosie, Łaźnia — na zadupiu, Ludowy — pół dupy zza krzaka, Bagatela — dupa blada, Nowy — zalany w trzy dupy, Stu — niech powie, kto chodzi, a Stary nic nie ma w dupie, bo sam w niej właśnie jest.

Norma — muzyka Vincenzo Bellini, dyrygent Tomasz Tokarczyk, reżyseria Laco Adamik, Opera Krakowska