Było zrzynać

Maciej Stroiński

Ten spektakl ma pecha, że Roman Polański jednak nie trafił do pierdla i mamy ten dramat w reżyserii Polańskiego, dzięki czemu jest wiadome, że można go zrobić dobrze. Dzięki Polańskiemu poprzeczka wisi wysoko, a wystawienie ze Słupska nie jest byle jakie, tylko bardziej: jest dziadowe. A kiedyś myślałem, że wersja w Słowaku to jest już najgorzej.

Sekret „Boga mordu”, dość łatwy do odgadnięcia, bo uwidoczniony na co drugim plakacie do tego dramatu, polega na stopniowaniu. Ma być coraz mocniej, ostrzej, coraz bardziej szczerze, coraz bardziej po pijaku i na coraz pełniejszej piździe. Lecz żeby tak było, trzeba zacząć od początku, od poziomu zero, poziomu „kultura”, musi być punkt odniesienia. A tu od pierwszej sekundy, zanim cokolwiek powiedzą, intencje na wierzchu, jakby się spieszyli: zagrać, brawa i do domu. Jeśli im się spieszy, to ja także nie mam czasu. Spektakl mógłby się nie odbyć, skoro już się odbył przed końcem pierwszej minuty. Nie ma żadnego rozwoju, żadnego sekretu i żadnego stopniowania, tylko szkolne, etatowe przechodzenie z punktu A do B. Żeby to chociaż! Kompletnie skopali scenę rzygania, osiowy zwrot akcji — gdyby nie Kate Winslet, nie wiedziałbym, na co ta postać reaguje rzygiem, czyli wiem więcej niż aktorka u Nowaka.

Targetem jest widz, który nie widział żadnej innej wersji, zwłaszcza wersji Polańskiego, i sam tekst doceni, bo tekst jest w porządku. I wiecie co? To już lepiej było film wystawić, zrobić mu remake na scenie. Tak się teraz robi, choćby Kleczewska w „Pod presją” pokazuje na przykładzie wartość twórczej zrzynki. „Bóg mordu” à la Polański byłby nietwórczy, ale byłby lepszy.

Artyści teatru oglądają głównie własne przedstawienia i z tego powodu, z braku porównania, mają o sobie fałszywe mniemanie. Gdyby aktorzy reżyserzy zobaczyli inne spektakle innych aktorów reżyserów, zobaczyliby, że nie są żadne inne — wszystkie takie same, dziewiętnastowieczne, aktorocentryczne. Bidna scenografia i tak zwany brak pomysłów, bo przecież widownia przyszła NA AKTORA, to co jeszcze trzeba, taaak? Jeśli mają jakiś pomysł, to tylko na samych siebie. Role także przydzielone, jakby nie było jeszcze wieku XX. Gruba gra typiarę, niemęski gra cipę, lasencja gra laskę, a Żurek gra TYPA. Aktorstwo po typach.

Artystycznie mamy tutaj głęboką prowincję i proszę mi wybaczyć to niewrażliwe społecznie i nielewicowe, lecz prawdziwe zdanie.

Bóg mordu — tekst Yasmina Reza, reż. Dominik Nowak, Nowy Teatr w Słupsku