Taka sytuacja

Maciej Stroiński

INTERESUJĄCO było oglądać transmisję na żywo ze źródła transmisji. Pierwszy raz w swojej historii Łaźnia Nowa wpuściła widzów na salę PRZED godziną rozpoczęcia. Jak się chce, to można! Byliśmy, widzowie, w takim ciężkim szoku, że nikt nie uwierzył — dziesięć minut do spektaklu, a nikt nie śmie gadać, jakby to już było. No a potem się zaczęło. Myśląc teatrem, powiemy, że „Wszystko o mojej matce” to jest arcydzieło, ale z perspektywy telewizji jest to źle napisane i niedoświetlone. Tutaj nic nie widać, tam coś mamrotają… Albo dwie aktorki siedzą równo na środeczku, patrzą przed siebie, gadają o prasowaniu i tak dziesięć minut. Siedem kamer jakby nie mogło uwierzyć, że na to patrzą. „Those bitches didn’t know what hit ‘em” („I, Tonya”). Kamerze nie robi, czy kręci choroby dziąseł u krokodyli, czy Halinę Rasiakównę, kamera nie rozumie, kamera nie doceni, kamera wbrew pozorom nikogo nie kocha! Szczytowałem, kiedy padł mikroport. Do słuchawek kamerzystów ktoś jął napierdalać, że NIE SŁYCHAĆ, a teatr szedł dalej, bo teatru nie wyłączysz. Zemsta teatru na telewizorze! I to było to. W jednej sekundzie można było pojąć tak zwaną magię teatru, bo jej właśnie tam nie było, właśnie ją zabiło, i został tylko mało sprytny tekst, Krzysztof Zarzecki zwyczajowo ogrywający własną arogancję i JAKIEŚ AKTORKI. Arcydzieło stało się nagle jakimś dziwowiskiem. Czyli jest dobrze — teatr jest możliwy tylko TU & TERAZ.

Wszystko o mojej matce — tekst Tomasz Śpiewak, reż. Michał Borczuch, Teatr Łaźnia Nowa