Easy, bitch

Maciej Stroiński

Pragnę krakowskim melomankom ofiarować spokój ducha, bo już się z mego powodu zdążyły zesrać na miękko. Koncerty filharmoniczne i inne „poważne” mnie tak średnio biorą, zawsze ten sam dress code, wszyscy siedzą tam, gdzie mają, a największa radość, jak się ktoś pomyli. Eee. Gdzie tu miejsce jest na IWENT? Po tych paru wyjściach, bo latem teatru nie ma, mogę powiedzieć za tekstem Bernharda: „mnie te wieczory nudzą / ciągle te same utwory / ci sami dyrygenci / ci sami ludzie” („Rodzeństwo”). Nie będę chodził, to nie będę pisał. Walcie konia w spokoju.